Przejdź do głównej zawartości

Posty

Bluza do zadań specjalnych

Uszyłam bluzę, lnianą bluzę, dla pewnej przesympatycznej Asi, mamy dwóch skarbów i właścicielki kosmicznego pojazdu, który doczepia się do roweru i w tym kosmicznym pojeździe wozi się te skarby np. w celu zakupu chleba na kolację, bądź do krawcowej na przymiarkę. I w tej czarodziejskiej przyczepce dzieciom na głowę nie pada, słońce im za mocno nie świeci i mogą sobie grzecznie na mamę poczekać. Tzn. jedno grzecznie czeka, bo ma chyba ze dwa miesiące i głównie śpi a drugie woli jednak tę mamę pilnować, bo a nuż widelec wpadnie jej do głowy jakiś szalony pomysł i konieczna będzie szybka akcja ratunkowa.

I skoro te dzieci mają taki superancki pojazd, to mama jako główny operator tej machinerii też musi mieć jakiś superancki uniform, żeby wstydu nie było jak po ten chleb będą jechać.
I miała Asia taki mundurek, lniany, ukochany z którym nie jedno przeżyła ale niestety te przeżycia, choć zapewne bardzo miłe i romantyczne, mocno odcisnęły się na tej części garderoby i to tak bardzo, że już…
Najnowsze posty

Basia co nie chciała krótkiej

Jest sobota, godziny wieczorne, pobawiłam się w perfekcyjną pani domu (czyli zakupy, obiad, sprzątanie i inne pierdoły) i taka mię najszla refleksyja, że przecież od 5 lat mam bloga. Zapomniałam o nim okrutnie, bo patrząc na ostatni wpis minęło coś koło dwóch lat od mojej na nim aktywności, ale co tam. Blog jest mój i mogę se coś opublikować kiedy chcę, więc se publikuję :). Co więcej, przeniosłam firmę do "centrum" miasta (piszę w cudzysłowie bo miasto niewielkie a centrum jeszcze mniejsze, ale jednak centrum), mam klientów po kokardkę, więc i tematów do publikacji także w ilościach hurtowych. Także ten...wróćmy do Basi.


  Zjawiła się u mnie pewnego wiosennego popołudnia i od progu pracowni wypaliła - mój syn się żeni, potrzebuję sukienki. No miód na moje uszy!. Od razu rzuciła na stół pakuneczek a w nim cudnej urody elegancka dzianina w kolorze cappucino ze złotymi cętkami. Teraz z kolei ja rzuciłam się na pakuneczek celem wymacania i wymiziania owej dzianiny i zakochania …

Długa, nie gniecąca się i z czymś na brzuchu

Wreszcie fundnęłam sobie wymarzony urlop, tzn. tak mi się wydawało że to urlop, ale mój zdegenerowany organizm stwierdził, że nie będę tak bez sensu w domu siedzieć i z kolei on zafundował mi katar oraz zapalenie gardła. Tak więc nie nudzę się, bo biegam sobie a to po syropek a to po kolejną rolkę papieru toaletowego (chusteczki higieniczne mi się nie opłacają) lub po następną butelkę wody. Chorowanie ma jednak swoje plusy, bo w ramach odciągania uwagi od obtartego nosa i wrażenia połykania żyletek postanowiłam wreszcie pokazać, że jednak coś w tej mojej pracowni szyję. Mogę więc śmiało powiedzieć, że ten wpis ma charakter czysto leczniczy, przynajmniej jeśli chodzi o moją osobę, bo jeśli któraś z Was pochoruje się z zazdrości, że nie ma takiej sukienki to ja od razu zaznaczam, że nie biorę za to żadnej odpowiedzialności i po przyjacielsku radzę by w ramach kuracji po prostu taką sobie uszyć.


A historia tej sukienki wygląda tak.
Mam taką jedną fajną ciocię. Ta fajna ciocia ma fajneg…

Nie wiem jak zatytulować tego posta...

... no bo co ja Wam mogę napisać z racji przeprosin za tę głuchą, czteromiesięczną ciszę. Mogę tylko coś pojęczeć jak Piekarski na mękach, że mi przykro, że bardzo przepraszam, że to wszystko moja wina i że więcej nie będę (choć tego to ja już taka pewna nie jestem :) ). Mogę też przedstawić na piśmie usprawiedliwienie od męża (pełnoletni jest, dowód ma , może zaświadczyć), że byłam bardzo zajęta "karierą" i nawet ten rzeczony mąż mało mnie widział przez te kilka miechów, aż się zaczęłam obawiać, że pewnego wieczoru po prostu zadzwoni po policję, bo mu się jakaś obca baba pcha do chałupy. No i skoro mogę to napisać to właśnie napisałam :). A żeby jeszcze tak uściślić to napiszę też, że ten rok był dla mnie jednym z najbardziej pracowitych jakie udało mi się do tej pory zapamiętać i czuję się zmęczona, ale tak szczęśliwie zmęczona, bo robię to co lubię i jeszcze mi za to płacą.
 Złośliwość losu jednak daje o sobie znać, bo nie sądziłam że realizując marzenie o własnej pracown…

A poszewki wędrują do...

Niniejszym ogłaszam, że szczęśliwą posiadaczką dwóch wybranych przez siebie poszewek zostaje

.....THIMBLELADY!!!
Na dowód przedstawiam króciutką fotorelację z losowania, gdzie robiłam za przysłowiową sierotę




Będę wdzięczna za przesłanie na adres wioletta.raczek@onet.pl danych potrzebnych do wysłania prezentu jak i oczywiście informacji, która z trzech opcji nagrody jest najbardziej bliska Twojemu sercu :)
Gratuluję!!!
Dziękuję Wam wszystkim za zabawę i miłe słowa w komentarzach i przepraszam, że dziś tak strasznie zwięźle, ale po pracowitej sobocie mam równie pracowitą niedzielę, choć zajęty mam głównie mózg. Mam nadzieję, że za niedługo pokażę Wam efekty tej orki. Zdradzę tylko, że od kilku dni otaczają mnie stada "dinożarłów" oraz, że odkryłam nowe możliwości mojej hafciarki a w zasadzie jej programu do haftowania :)
I od razu przepraszam zwyciężczynię za tego okropnego babola ortograficznego, którego dopiero dojrzałam na zdjęciu

Candy, candy, candy!!!

No właśnie, mam dla Was taką oto niespodziankę. A wszystko przez to, że prawie dokładnie 2 lata temu, a jeszcze dokładniej to 30 lipca 2012 roku ukazały się moje dwa pierwsze wpisy na blogu - tu i tu możecie je przeczytać.
 O mamusiu, że się tak wyrażę, ile ja nerwów straciłam na rozgryzaniu tego bloggera, książkę by napisał. Do czytania to by się pewnie nie nadawała, bo tyle by było w niej podwórkowej łaciny, że Miodek by chyba zwątpił, ale ku przestrodze czego nie robić jak się ma zamiar długo i szczęśliwie blogować warto by było ją odczytywać na jakichś zamkniętych prelekcjach. 
  Pomijając jednak te wszystkie męki tworzenia to muszę powiedzieć, że prowadzenie bloga, a przede wszystkim Wasze zainteresowanie nim dosłownie zmieniło moje życie. Wiem, wiem brzmi to straaaaasznie patetycznie, ale tak właśnie jest. Bo gdyby nie blog, to nie byłoby teraz mojej pracowni, z której jestem taaaaaaka dumna. Nie byłoby sklepu internetowego, którego dziś chcę przedstawić za to mnie byłoby więc…

Podobno jestem na czasie...

...bo właśnie dziś usłyszałam w radio, że paski oraz długie spódnice są w tym sezonie prawdziwym "must have". Długą spódnicę z koła czy cuś ala "dziecię kwiatów" na wszelki wypadek od razu wykreśliłam ze swojego planu szyciowego, bo choć pochodzę prawie ze wsi i prawie na wsi mieszkam to niekoniecznie chcę wyglądać jak mazowiecka kopka siana. Za to paski jakoś nie wzbudzały we mnie żadnych podejrzeń, a że oczywiście nie mogłam sobie odmówić nabycia kolejnych szmat do kolekcji, to nabyłam także i szmatę w paski i jakieś takie inne wytwory szalonego grafika.
     W sumie to ja powinnam się leczyć, bo jak zaczęłam przenosić swoje szafiane zapasy do nowo otwartej pracowni to okazało się, że jedyne czego w tej szafie nie mam to porządek. Poza tym mam wszystko. I wełnę na płaszcz i jakieś nie wiadomo co na sweterek, do tego tiul (co mnie podkusiło, żeby go kupić, przecież nie uszyje sobie tutu), sztuczne na spódnicę, sztuczne na spodnie, nie sztuczne na bluzkę, sruskę i …